Spojrzenie Nadii…
Budzę się rano, pierwsze co
przekuwa moją uwagę to to, że
przed sobą widzę jakieś obce ściany. Marszczę brwi starając przypomnieć sobie co ja to wu
właściwie robię? W moim umyśle zaczyna się powoi rozjaśniać, to wszystko Twoja
zasługa. Wydaje mi się, że wczorajsze słowa wypowiedziane przez Ciebie, padły tylko dlatego, że jesteś uprzejmym chłopakiem. Twoje dobre
maniery tak Ci nakazywały. To nie
zmienia faktu, że nie chce Ci już komplikować
życia. Mój pobyt wszystko Ci psuje. Twoje treningi, na które idziesz nie
chętnie, bo wolałabyś mnie pilnować. Wychodzę
powolnym krokiem z mojego pokoju. Siedzisz w miejscu zwanym kuchnią i
konsumujesz kanapki. Widząc mnie uśmiechasz się szeroko i prosisz bym usiadła
obok. Wykonuje Twoją prośbę. Widzę, że nad czymś myślisz. Zastanawiam się czy
aby na pewno to będzie mi służyło.
- Dlaczego chciałaś to zrobić? - pytasz . Nie zaskakujesz mnie tym. Musiałam prędzej czy później to usłyszeć.
- Nie zrozumiesz. I tak nikogo by to nie zainteresowało. – stwierdzam przyglądając się białym ścianom tego pomieszczenia.
- Mnie zainteresowało. Po za tym chyba nie masz zamiaru tego powtórzyć? – kierujesz na mnie swoje pytające spojrzenie. Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć. Może to jest jakieś wyjście?
- Nie wykluczam. – odpowiadam Ci, a ty patrzysz na mnie ze dziwieniem wymalowanym an twarzy.
- Nie możesz! Po każdej próbie samobójcze zabierają ludzi do psychiatryka. – starasz się uargumentować swoje zaprzeczenie – Serio Ci się to podoba?! - Wpadasz w nagły szał. Nie widziałam Cię takiego jeszcze, chociaż znam Cię zaledwie kilka dni.
- To może zadzwoń i im powiedz. Po co z tym czekać do mojej kolejnej próby samobójczej?!- również podnoszę głos. Nie masz prawa ingerować w moje życie. Nikt Ci takiego nie dał. Już i tak to wszystko zaszło za daleko. – Nie masz pojęcia jak to jest gdy każdy ma Cię w dupie, gdy nie masz nikogo. Wokół Ciebie na pewno jest wiele znajomych, rodzina… - mówię już trochę ciszej, jednak twoja złość chyba nie ustępuje.
- Dlaczego chciałaś to zrobić? - pytasz . Nie zaskakujesz mnie tym. Musiałam prędzej czy później to usłyszeć.
- Nie zrozumiesz. I tak nikogo by to nie zainteresowało. – stwierdzam przyglądając się białym ścianom tego pomieszczenia.
- Mnie zainteresowało. Po za tym chyba nie masz zamiaru tego powtórzyć? – kierujesz na mnie swoje pytające spojrzenie. Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć. Może to jest jakieś wyjście?
- Nie wykluczam. – odpowiadam Ci, a ty patrzysz na mnie ze dziwieniem wymalowanym an twarzy.
- Nie możesz! Po każdej próbie samobójcze zabierają ludzi do psychiatryka. – starasz się uargumentować swoje zaprzeczenie – Serio Ci się to podoba?! - Wpadasz w nagły szał. Nie widziałam Cię takiego jeszcze, chociaż znam Cię zaledwie kilka dni.
- To może zadzwoń i im powiedz. Po co z tym czekać do mojej kolejnej próby samobójczej?!- również podnoszę głos. Nie masz prawa ingerować w moje życie. Nikt Ci takiego nie dał. Już i tak to wszystko zaszło za daleko. – Nie masz pojęcia jak to jest gdy każdy ma Cię w dupie, gdy nie masz nikogo. Wokół Ciebie na pewno jest wiele znajomych, rodzina… - mówię już trochę ciszej, jednak twoja złość chyba nie ustępuje.
- Przestań gadać te bzdury! Nikomu nie zależy? A ja? Mi zależy, chce ci pomóc!
–krzyczysz i wychodzisz trzaskając drzwiami.
Spojrzenie Andrzeja
Zagrywam zdenerwowany piłkę na drugą stronę siatki. Dlaczego?
Ponieważ nie jestem w stanie Ciebie zrozumieć. Zależy mi na tym by Ci pomóc.
Nie wiem dlaczego się przed tym bronisz? Może faktycznie zbyt ostro
zareagowałem… Jeszcze w twoim stanie może mieć to negatywny skutek. Nerwowo
zerkam na zegar zamieszczony na hali i
wyczekuje końca treningu. Miguel nareszcie powiadamia, że możemy się wrócić do
domów. W szybkim tempie udaje się do szatni i wracam do mojego mieszkania po
drodze kupując kwiaty. Wchodzę do domu i widzę jak siedzisz i udajesz, że
oglądasz telewizję.
-Przepraszam. – mówię i wręczam Ci kwiaty, Ty jednak ich nie bierzesz… Mam wrażenie, że nie zawracasz uwagi na to co mówię.
- Miałam 6 lat. Oni zginęli w wypadku, zostałam sama bez rodziców. Trafiłam do domu dziecka, dwa lata później jakieś małżeństwo wzięło mnie do siebie. Wiesz po co? Po to by mnie po kilku miesiącach oddać z powrotem. Miałam wtedy nadzieję, że wszystko już będzie dobrze, będę miała dom, rodzinę. Tego samego dnia kiedy wróciłam do domu dziecka, poznałam Nikodema. Od razu złapaliśmy ze sobą kontakt. Stał się moim jedynym przyjacielem. Cały wolny czas spędzaliśmy razem. Później zostaliśmy parą. Wszystko w końcu zaczęło się układać. Wynajęliśmy mieszkanie, mieliśmy studia, planowaliśmy ślub. Myślałam, że w końcu szczęście się do mnie trochę uśmiechnęło. Dwa lata temu Nikodem kupił motor. Kochał to, długo na niego zbierał. Tylko… Jednego nie przewidział. Jechał po mnie. Miał mnie podwieźć na uczelnie. Miał wypadek. Zginął na miejscu. Po jego śmierci nie mogę sobie poradzić. Zawaliło się wszystko. Był jedyną osobą jakiej na mnie zależało. Miałam tylko jego. Teraz nie mogę znaleźć nawet pracy, bo jestem z domu dziecka… A gdy był on, było wszystko. – jestem wstrząśnięty Twoją opowieścią . Teraz zaczynam wszystko rozumieć. Straciłaś wszystko co było dla Ciebie ważne. Pewnie czułbym się podobnie… Jednak to się zmieni. Teraz jestem ja i nie zostawię Cię samej sobie. Zrobię wszystko by Ci pomóc. Widząc łzy na twoich policzkach siadam obok i mocno przytulam do siebie.
- Teraz jestem ja. Możesz na mnie liczyć. – zapewniam Cię i mocniej zaciskam w swoim uścisku.
-Przepraszam. – mówię i wręczam Ci kwiaty, Ty jednak ich nie bierzesz… Mam wrażenie, że nie zawracasz uwagi na to co mówię.
- Miałam 6 lat. Oni zginęli w wypadku, zostałam sama bez rodziców. Trafiłam do domu dziecka, dwa lata później jakieś małżeństwo wzięło mnie do siebie. Wiesz po co? Po to by mnie po kilku miesiącach oddać z powrotem. Miałam wtedy nadzieję, że wszystko już będzie dobrze, będę miała dom, rodzinę. Tego samego dnia kiedy wróciłam do domu dziecka, poznałam Nikodema. Od razu złapaliśmy ze sobą kontakt. Stał się moim jedynym przyjacielem. Cały wolny czas spędzaliśmy razem. Później zostaliśmy parą. Wszystko w końcu zaczęło się układać. Wynajęliśmy mieszkanie, mieliśmy studia, planowaliśmy ślub. Myślałam, że w końcu szczęście się do mnie trochę uśmiechnęło. Dwa lata temu Nikodem kupił motor. Kochał to, długo na niego zbierał. Tylko… Jednego nie przewidział. Jechał po mnie. Miał mnie podwieźć na uczelnie. Miał wypadek. Zginął na miejscu. Po jego śmierci nie mogę sobie poradzić. Zawaliło się wszystko. Był jedyną osobą jakiej na mnie zależało. Miałam tylko jego. Teraz nie mogę znaleźć nawet pracy, bo jestem z domu dziecka… A gdy był on, było wszystko. – jestem wstrząśnięty Twoją opowieścią . Teraz zaczynam wszystko rozumieć. Straciłaś wszystko co było dla Ciebie ważne. Pewnie czułbym się podobnie… Jednak to się zmieni. Teraz jestem ja i nie zostawię Cię samej sobie. Zrobię wszystko by Ci pomóc. Widząc łzy na twoich policzkach siadam obok i mocno przytulam do siebie.
- Teraz jestem ja. Możesz na mnie liczyć. – zapewniam Cię i mocniej zaciskam w swoim uścisku.
~~~~
Witajcie kochani! Dawno mnie tutaj nie było, a że mam doskonały humor postanowiłam, że coś dodam.
Skra mistrzem Polski!! I wszystko staje się piekniejsze ;)
POZDRAWIAM
Paulka
Ps. Zapraszam na wherever-will-you-go ;)
Dobrze, że Nadia w końcu powiedziała co jej leży na sercu, to co przeżyła:) Mam nadzieję, że Andrzej jej pomoże:) Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńAndrzejowi zaczyna bardziej zależeć, ale ona musi mu zaufać. Mam nadzieję że będzie dobrze. Pozdrawiam i zapraszam do siebie.
OdpowiedzUsuńŚwietnie się czyta .! Mam nadzieję, że ona mu zaufa i będą szczęśliwi ;)
OdpowiedzUsuń