poniedziałek, 6 stycznia 2014

Cztery

6 komentarzy:
Spojrzenie Nadii

Biegnę w stronę jakiegoś parku. Siadam na pierwszej lepszej ławce. W głowie szumią mi słowa Marcela. Kolejna osoba która obwinia mnie o śmierć mojego narzeczonego.  Nie rozumiem czemu oni to wszystko robią? A może to prawda? Może to naprawdę przeze mnie? Zabiłam  jedyną osobę, której na mnie zależało? Podciągam pod brodę moje nogi  i czuję jak po moich policzkach zaczynają spływać łzy.  Jestem bezsilna, nie potrafię się odnaleźć  w teraźniejszości.  Wszystko dookoła jest do mnie wrogo nastawione.  Słyszę jak ktoś siada obok mnie, odwracam głowę w bok.  To Ty.  Nic nie mówisz mocno mnie przytulasz do siebie.  W dalszym ciągu jest dla mnie zagadką po co to robisz? Może po prostu jesteś dobrym człowiekiem.
- W końcu Cię znalazłem.  – unosisz lekko kącik ust do góry.  Nie pytasz o nic więcej. Nie dopytujesz, kim był Marcel, co to za zarzuty. W głębi serca dziękuję Ci za to. Nie chce o tym  mówić.
- Dlaczego? –  patrzę na Ciebie, oczekując na odpowiedź. Znalazłeś mnie bez powodu? Przecież to nie możliwe.
- Bo chciałem. – wzruszasz ramionami. Wiele mi ta odpowiedź nie mówi. Nie mogę wymagać więcej, w końcu sama Ci nie wiele mówię.  Słyszę jakąś dziwną melodie, po chwili orientuję się, że to Twój telefon.  Odbierasz zaskoczony. Po Twojej minie widzę, że nie jesteś zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- Karol miał być na popołudnie, nie mogę na rano. Pogadaj z trenerem. –  mówisz niechętnie, ale zaraz jak to z trenerem?  Uprawiasz jakiś sport?  Widać wiele rzeczy o Tobie nie wiem, tak jak Ty o mnie.   – Jak to się nie da. Ale ja nie mogę… Dobra, spokojnie coś  wymyślę.
- Coś nie tak? – pytam, a ty opadasz zrezygnowany na ławkę i patrzysz na mnie zamyślonym wzrokiem.
 - Muszę wracać do Bełchatowa.  Teraz…  Jak nie, trener chyba mnie zabije. - wbijasz wzrok w ziemię. Rozumiem, co Cię teraz męczy. Nie chcesz mnie tu zostawiać, boisz się , że źle się poczuję z tego powodu. Wstaję z ławki i kieruję się w stronę mieszkania. Nie chce Ci niczego utrudniać. Nawet nie łudziłam się, że tu ze mną zostaniesz. Masz swoje życie.   – Nadia. – łapiesz mnie za rękę i odwracasz w swoją stronę. - Jedź ze mną. – stwierdzasz a ja patrzę na Ciebie i co raz szerzej otwieram moje oczy.  Chyba nie jesteś pewny tego co mówisz. Nie znasz mnie, ja Ciebie  imam jechać z Tobą…
- Nie. – kręcę przecząco głową, tylko tyle potrafię zrobić, paraliżuje mnie jeszcze ogarniające mnie zaskoczenie sprzed chwili.  Ty jednak uśmiechasz się cwaniacko. Wiem o co Ci chodzi,  albo zechcę albo pojadę siłą. Twoja metoda  na sprzeciwy….

Spojrzenie Andrzeja


Jest już późny wieczór. Zatrzymuję mój samochód pod moim Bełchatowskim blokiem. A co mnie cieszy? Jesteś tu ze mną. Czy się zgodziłaś? Oczywiście, że nie. Przecież to od razu było pewne. Jednak mam  przewagę siłową. Z tego się mogę cieszyć. Wchodzisz za mną, obrażona w głąb mojego mieszkania. Rozglądasz się po nim uważnie. Dokładnie przyglądasz się każdemu zakamarkowi. Po Twoim wyrazie twarzy odczytuję, że jesteś zaskoczona.
- Dziwisz się, że mam tu porządek? – pytam , ze śmiechem i obserwuję Twoją reakcję, spoglądasz na mnie, jednak na uśmiech nie mogę liczyć. Powoli się do tego przyzwyczajam
- Tak trochę. Ładnie tu masz. –przyznajesz i siadasz na mojej kanapie, po chwili przynoszę nam herbatę i herbatniki w czekoladzie, ułożone na małym  talerzyku w kwieciste wzroki.  Trochę marny zestaw, ale i tak  jakimś cudem  je wygrzebałem z  mojej szafki kuchennej.  Obserwuję jak pijesz przyrządzony przeze mnie napój. Muszę teraz o Ciebie porządnie zadbać.  Wieczór mija nam w ciszy, pokazuje Ci Twoją sypialnie.  Zostawiam Cię z Twoimi rzeczami, które rozpakowujesz.  I idę pod prysznic.
- Możemy pogadać? – pytam gdy wracam z łazienki, kiwasz głową. Siadam obok Ciebie na łóżku.
- Żałujesz tego, że mnie uratowałeś? – spoglądasz na mnie. A ja nie potrafię  zrobić najmniejszego ruchu, Twoje pytanie mnie paraliżuje. Jakbym mógł żałować, że Cię wtedy zabrałem, to niedorzeczne…
-Jak możesz tak w ogóle mówić?! – dopytuje podenerwowany,  Ty wzdychasz i udajesz, że składasz na nowo jakąś swoją bluzkę wciągniętą z walizki.
- Andrzej… Spójrz, komplikuję Ci życie. Jutro rano masz jakiś trening, nie wyśpisz, bo byłeś ze mną. W samochodzie coś wspomniałeś, że masz w Warszawie rodziców. Miałeś jechać do nich prawda? Ale pojawiłam się ja… Pokrzyżowałam Ci plany… A im  na pewno było przykro, że nie przyjechałeś. Teraz mam u Ciebie zalegać? Bo nie chcesz mnie zostawić samej sobie. Gdybyś wtedy się tam nie zatrzymał, nie było by tego wszystkiego…. – wyjaśniasz mi. Patrzę na Ciebie jak zaczarowany, nie wiem co mam odpowiedzieć…  Wstajesz i podchodzisz do okna, tępo się wpatrując w krajobraz za nim. Podrywam się natychmiast z łóżka i staję tuż za Tobą. Delikatnie odwracam Cię w swoją stronę.
- Masz rację, gdybym się nie zatrzymał nie było by tego wszystkiego. – widzę jak spuszczasz głowę w dół, jednak ja nie pozwalam, podnoszę ją powoli tak byś patrzyła mi w oczy. -  Nigdy bym Ciebie nie spotkał , teraz wiem, że w końcu zrobiłem coś dobrego. Będąc przy Tobie wiem, że wszystko nabiera sensu. Nigdy nie żałowałem i nie będę żałował, że Ciebie zabrałem z mostu. Pamiętaj. – wypowiadam, wszystko co myślę o tej sprawie i co czuję. Ty jesteś zaskoczona moją reakcją. Wymijasz mnie bez słowa, bierzesz ręcznik i udajesz się do łazienki.  Może Cię tym przeraziłem w jakiś sposób? Nie mam pojęcia. Ale postanowiłem, dać Ci już dzisiaj spokój i poszedłem do mojej sypialni. 

~~~~
Hej!! Dawno tutaj nic nie było więc dodaję:) Przepraszam, że nie czytam nie komentuje nie pisze. Mam straszne zamieszanie studia zbliżająca się sesja. Mam nadzieję, że w końcu to jakoś ogarnę.:) Macie dziś kolejny rozdział u Nadii i Andrzeja. Do oceny zostawiam Wam.

Zapraszam Was na Czwarty i-found--you

POZDRAWIAM  !!!
Paulka